Jesteś tutaj: AKTUALNOŚCI
ARCHIWUM
ARCHIWUM 2015
"PAŹDZIERNIKOWY WEEKEND GM" - 25.10.2015
ARCHIWUM
ARCHIWUM 2015
"PAŹDZIERNIKOWY WEEKEND GM" - 25.10.2015 
Ostatni niedzielny weekend obfitował w gorące wydarzenia zarówno w temacie sportu jak i polityki. W związku z faktem ze bliżej nam do rozgrywek i rozrywek sportowych skupimy się tylko na opisie biegania. A zatem trzy imprezy, w których wystartowali zawodnicy Grupy Malbork to: II Amber Expo Półmaraton Gdańsk, IV Półmaraton Nadwiślański Szlakiem Dolnej Wisły i Bieg po Zdrowie Dla Sylwii i Patryka w Malborku.
Koniec października to praktycznie już i koniec sezonu biegowego, większość zawodów, na które przygotowywaliśmy formę już się odbyła. Niby okres roztrenowania a jednak, jeśli tylko nadarzy się okazja można poprawić wyniki, tak było w Gdańsku. Idealne warunki pogodowe, szybka trasa i doskonale organizacyjnie przygotowana impreza blisko "domu". Na podbój Trójmiasta wyruszyła spora ekipa GM... przybyli, pobiegli ... no i wysypał się worek z rekordami.... "życiówki wykręcili": Paweł Szymkowiak, Barbara Sosna, Ilona Radecka, Patryk Skrzyński, Marek Dackiewicz, Damian Szwabe, Kamila Anaczkowska, Maciej Wiśniewski .. Tak trzymać, jest, co świętować.
Można tez trochę wolniej, bardziej rekreacyjnie i kameralnie. W tym kierunku poszedł Jacek Manteufel, który zaserwował sobie niedzielny poranek w malowniczym terenie. Półmaraton szlakiem wzdłuż koryta "Królowej Polskich Rzek" począwszy od miejscowości Walichnowy Małe aż do Tczewa. Ciekawa i wymagająca trasa, niesamowita atmosfera i odskocznia od wielkich masowych biegów. Pełen relaks w biegu.
Malbork w tym dniu zaoferował biegaczom kolejna imprezę, w której można było pomóc innym. Bieg charytatywny na dystansie 5 kilometrów, w którym nie liczył się wynik netto tylko ilość zebranych funduszy na realną pomoc w rehabilitacji leczeniu Sylwii Jażdżewskiej i Patryka Spychalskiego. W zawodach wystartował Rafał Łakomy. Trasa została wytyczona podobnie jak w ostatnim biegu na terenie parku miejskiego. Spora dawka dobrej zabawy i pozytywnej energii.
ZAPRASZAMY DO OBSZERNEJ RELACJI Z ZAWODÓW :)
"Plany, założenia, marzenia… realizacja i tak nie zależy tylko od nas (na szczęście)"
Od początku sezonu startowego zakładałem docelowy start w jakimś półmaratonie jesiennym. Kierując się dobrze wystawioną rekomendacją sprzed roku, postawiłem na Gdańsk. Zawody te – chociaż były dopiero drugą edycją, mają szansę na miano jednej z największych „połówek” w naszym kraju. W porównaniu do ubiegłego roku frekwencja wzrosła aż o 64%. Wszystko zorganizowane w jednym miejscu, w halach Amber Expo. Organizatorzy zadbali, żeby święto biegania poczuć już w przeddzień, ponieważ pakiety startowe były do odebrania tylko w sobotę. Dla przyjezdnych mało wygodne, ale ma to swoje plusy. W dzień startu można skoncentrować się tylko na biegu i nie stresować się, czy aby zdąży się odebrać pakiet. Dzięki uprzejmości Krzyśka Wąsika, który odebrał pakiety startowe, nasi zawodnicy mogli na luzie przystąpić do zabawy w niedzielne przedpołudnie.

foto:maratomania.pl/labosport.pl
Przed startem dużo myślałem, zakładałem, planowałem i marzyłem. Był to mój start sezonu, pomimo „zaliczonego” wiosennego maratonu również w Gdańsku, już od końca maja biegłem te 21,097 km w głowie. Pomimo rzadszych treningów niż w ubiegłym sezonie postanowiłem zaufać swojemu organizmowi, zacząć biegać trochę szybciej i słuchać każdych sygnałów, które do mnie wysyłał. Większość treningów i każdy start w okresie od maja do października przeplatane było myślą o docelowym półmaratonie. Tak kalkulowałem i kalkulowałem i wymyśliłem sobie, że poprawię wynik o 3 minuty. Nie jest to wiele, ale zeszłoroczna "życiówka" 1:38:13 wybiegana w Pile wydawała mi się dość wyżyłowana jak na moje możliwości, zwłaszcza, że poprzedni sezon naprawdę zasuwałem na treningach. No i wbiłem sobie do głowy – „wystarczy biec każdy kilometr w okolicach tempa 4,5 minuty na kilometr i będzie wymarzona 1:35. Na treningach było różnie, ale przeważnie starałem się biegać poniżej 5 minut na kilometr. Wspominając „wiatron – maraton” 17 maja tego roku i fakt, że w Gdańsku wiatr jest bardziej pewny, niż emisja Teleexpresu o 17, trochę bałem się o warunki, które mogą pokrzyżować moje plany. Już od tygodnia przed sądnym dniem sprawdzałem prognozy pogody, które się nie zmieniały. Miał siąpić lekki deszczyk i wiać wicher w 4 stopniu z 12 stopniowej skali Beauforta. Za ciepło nie było, chociaż do ostatniej chwili wahałem się, jak się ubrać, jednak jeszcze przed rozgrzewką zrzuciłem termo aktywny podkoszulek i zostałem w koszulce klubowej i krótkich portkach. Ani chwili nie żałowałem tego posunięcia.
Ostatnie wskazówki Olgi (tu muszę przyznać, że ma nosa do mojej formy, szkoda tylko, że się nie posłuchałem, ale o tym później), buziak na zapęd i na start. Tam kilka słów zamienionych z Alą, Maćkiem i Markiem i zaczęło się. O dziwo pogoda świetna, lekki, nieprzeszkadzający przeciąg, żadnego deszczu, jednym słowem warunki jak ta lala. Od początku zacząłem realizować swój program 4,5 minuty/km… Taaaa…To by było na tyle z tego planu, bo już drugi kilometr a potem trzeci itd. przeleciały jakoś szybciej. Od jakiegoś czasu stwierdziłem, że bardzo lubię biegać zawody w miejscu, które doskonale znam i wiem gdzie się znajduję. Wtedy potrafię wyobrazić sobie jak daleko do mety, albo do kolejnego etapu, który wyznaczam sobie w przypadku dłuższych startów. Te nieco ponad 21 km podzieliłem sobie na trzy 7 kilometrowe odcinki, wtedy jakoś tak łatwiej to leci. Pierwsza dycha poniżej 44 minut, już wtedy wiedziałem, że plan zostanie zrealizowany. Czułem się bardzo dobrze, nic nie doskwierało, nawet upierdliwa kolka wątrobowa, która jest moją zmorą od startu w Kretowinach na początku lipca. Kibice na trasie okazjonalnie w okolicach centrów handlowych (w końcu niedziela J), chociaż tym co byli chwała za to, bo czuć było przyjemne ciarki na plecach w niektórych momentach. Około 17 – 18 kilometra widać było już monumentalny stadion Lechii i kto miał siły, ten mógł powoli zacząć finiszować. Chociaż finisz na ostatnim podbiegu na wiadukt koło stadionu równał się z transportem na OIOM to na moim zegarku w okolicach 19 km zauważyłem coś, co do mnie nie dotarło z ust mojej żony, ale stało się nawet realne. Przed biegiem mówiła „spoko, dasz radę, złamiesz i godzinę trzydzieści”. Mianowicie na wyświetlaczu mojego „sikora” pojawił się czas ogólny 1:22. Szybka kalkulacja i mimo to, że zegarek podawał ubiegające kilometry jakieś 150 m przed tymi wyznaczonymi na trasie, pomyślałem sobie, że jakbym pocisnął jeszcze te 2 ostatnie po 4 min to bym się zmieścił. I pobiegłem z lekkim zapasem nawet, jednak na mecie zlokalizowanej w hali Amber Expo okazało się, że do 1:29:59 zabrakło kilkadziesiąt sekund. Mimo wszystko czas poprawiony o 8 minut.

Szaleństwo, szczęście, radość nie do opisania, żona dumna, syn zadowolony, czego chcieć więcej. Start ten pokazał mi, że nigdy nie należy wątpić w swoje możliwości, ale też warto od czasu do czasu posłuchać żony. Wszystko wskazuje na to, że moje założenia treningowe poszły w dobrym kierunku. Chciałbym w tym miejscu podziękować Krzyśkowi Barnasiowi. Dzięki naszym wspólnym letnim treningom mogłem wskoczyć na szybsze obroty. Najważniejszym jest, aby bieganie sprawiało przyjemność i satysfakcję – to mi się w tym sezonie zdecydowanie udało.
Zawody ukończyło 3249 osób (w tym 816 kobiet). Zwyciężył Błażej Brzeziński z czasem 1: 05:21 oraz Olga Ochal z czasem 1:15:15. Grupę Malbork reprezentowali: Alicja Fiałek (1: 51: 29), Barbara Sosna (1:49:26)PB, Kamila Anaczkowska (1:46:19)PB, Ilona Radecka (1:59:58)PB, Marek Dackiewicz (1:34:50)PB, Patryk Skrzyński (1:38:29)PB, Maciej Wiśniewski (1:42:02)PB, Damian Szwabe (1:34:27)PB, Krzysztof Wąsik (1:49:30), Paweł Szymkowiak (1:30:42)PB.
- PAWEŁ SZYMKOWIAK -
"BIEG DLA SYLWII I PATRYKA" – MALBORK 25.10.2015

Wchodzę do klasy i zamiast słyszeć zgiełk i rozmowy dogasłej przed chwilą przerwy słyszę ciszę. Nikt nie rozmawia, głowy spuszczone w dół. Od czasu do czasu ktoś na mnie spojrzał przez krótką chwilę ze łzami w oczach i na pewno nie były to spojrzenia ani radości a tym bardziej entuzjazmu. Nie wiedziałem, co z tym zrobić, więc prosto z mostu zapytałem, o co chodzi. Nie spodziewałem się tego, że ktoś mi powie, że jeden z nich zachorował na białaczkę i jest w ciężkim stanie. I to właśnie był Patryk, który z dnia na dzień zniknął ze szkoły i do dnia dzisiejszego nie pojawił się za szkolną ławką gdyż walczy z bardzo ciężką chorobą. Mając ten obraz przed sobą oraz wspaniały, szczery i cudowny uśmiech Sylwii, która jest już absolwentką naszej szkoły i której los nie oszczędził postanowiłem pobiec by pomóc.

Rzadko biorę udział w biegach, które nie wymagają ciągłej kontroli tempa i tego czy plan treningowy zostanie w 100% zrealizowany, ale tym razem nie musiałem się zastanawiać. Takie sytuacje dają dużo do myślenia. Z jednej strony cieszę się, że choć mała grupka młodzieży i nauczycieli wzięła udział w biegu i marszu, ale z drugiej strony trochę szkoda, że odzew był dość znikomy jak na liczbę mieszkańców Malborka, a zwłaszcza tych biegających. Od samego początku, gdy przyjechałem na start czuć było atmosferę biegu. Wszyscy uśmiechnięci i wszyscy dokładnie wiedzieli, po co przybyli. Tuż po przekroczeniu mety czekała na nas wszystkich Sylwia z wielkim uśmiechem i radością. Pamiętam, gdy była jeszcze uczennicą naszej szkoły potrafiła zarazić swoim poczuciem humoru i szczerym uśmiechem. Wręczała wszystkim medale i tym razem to nie ten, kto przybiegł pierwszy był bohaterem tylko Ci, dla których to wszystko było zorganizowane. To był mój ostatni bieg w tym sezonie i nie sądziłem, że będzie to tak pozytywne i radosne doświadczenie.
- RAFAŁ ŁAKOMY -

fotografie wykorzystane w artykule autorstwa Pawła Sekidy (www.naszemiastomalbork)
"IV PÓŁMARATON NADWIŚLAŃSKI"
W ubiegłą niedzielę odbył się również 4 Bieg Nadwiślański Szlakiem Doliny Dolnej Wisły. Półmaraton organizowany przez Powiatowe Centrum Sportu w Tczewie wraz ze Stowarzyszeniem Biegający Tczew. Patronat honorowy nad imprezą objął Starosta Tczewski Tadeusz Dzwonkowski oraz Prezydent Miasta Tczewa Mirosław Pobłocki. Mecenasem biegu jest Arkadiusz Gardzielewski – maratończyk urodzony w Tczewie, wielokrotny medalista Mistrzostw Polski oraz wielokrotny reprezentant Polski. Trzykrotny medalista Drużynowych Mistrzostw Europy w biegach przełajowych. Trasa biegu została poprowadzona malowniczymi terenami wzdłuż Wisły. Start został zlokalizowany w miejscowości Walichnowy Małe, następnie zawodnicy lokalnymi drogami musieli przemieścić się do Tczewa. Profil trasy raczej łagodny z kilkoma niewielkimi podbiegami. Pogoda dopisała tak, że biegło się komfortowo. Meta półmaratonu została zlokalizowana na dziedzińcu Zespołu Szkół Budowlanych i Odzieżowych w Tczewie. Na mecie dla zawodników kończących zmagania czekał pamiątkowy medal oraz gorący posiłek regeneracyjny. Przeprowadzono również losowanie nagród wśród wszystkich biegaczy, którzy ukończyli Półmaraton. Czwarta edycja Nadwiślańskiego półmaratonu przyciągnęła około 300 zawodników. Ta kameralna impreza jest ciekawą odskocznią od wszystkich masowych biegów, szczególnie, że jej głównym atutem jest przepiękna trasa, przyroda i niesamowite widoki. W zawodach wystartował Jacek Manteufel. Dystans półmaratonu pokonał w czasie 01:45:02, w kat M 0-29 zajął 25 miejsce, OPEN 115/231.

zdjęcia pobrane ze strony organizatora - LINK
!!! WSZYSTKIM ZAWODNIKOM GRATULUJEMY !!!