Jesteś tutaj: AKTUALNOŚCI
REPORTAŻ
BARBARA SOSNA
"ŻYCIÓWKA" - 4 OWM - WARSZAWA 24.04.2016
REPORTAŻ
BARBARA SOSNA
"ŻYCIÓWKA" - 4 OWM - WARSZAWA 24.04.2016
OWM był moim 3 maratonem w "karierze biegowej" i na pewno nie ostatnim. Do stolicy wybraliśmy się zgraną, wesołą ekipą już w sobotę. Humory nam dopisywały cały czas. Mimo iż był to mój kolejny maraton stres był i to nawet chyba większy niż przy poprzednich. Wiedziałam, że jestem dobrze przygotowana. Cel... Złamać magiczne 4h, cel był tym bardziej realny, że w ubiegłym roku zabrakło mi niewiele...
20 tygodni treningu biegowego (wstawanie o 4.00-4.30 rano!!!) pod okiem doświadczonego biegacza, trenera i dobrego kolegi Łukasza Godlewskiego, międzyczasie treningi na basenie... nie mogło się nie udać. Może nie pokazywałam tego po sobie, ale stres był... Jak to ja starałam się pocieszać, kierować na "dobre tory" myślenie kolegów i koleżanek.

W poranek po "Frankowym " śniadaniu wybraliśmy się do miasteczka biegaczy. Po zdaniu depozytów, udałyśmy się na linie startu. Rozdzieliliśmy się do swoich stref na pożegnanie dając sobie kopniaka na szczęście. Stanęłam na 3:45. Ambitnie, wiem, ale emocje i wiara w przygotowanie dodawała mi skrzydeł. Trzymałam się "peacemarkerów" by dobrze trzymać tempo.
Do 31 km biegło mi się super, duma mnie rozpierała, bo narzekania nie było śladu w mojej głowie i nagle... bum!!! Głowa mówi zwolnij!... Posłuchałam, bo miałam świadomość, iż jeśli będę biec "na siłę" 38 km będzie dla mnie zabójczy. Zwolniłam. Flagi z 3:45 zniknęły mi z oczu, ale walczyłam dzielnie by się nie zatrzymać. Na 33-34km wzięłam ostatni żel i zbeształam się w głowie by ruszyć d... i biec, by nic i nikt Ci nie przeszkadzało, myśleć tylko o mecie. Most i 40 km...W głowie myśl...Basia już tylko 2 km co to dla Ciebie? Przyśpieszyłam...

Ostatnia prosta i meta...3:47:33, płacz ze szczęścia. Nie dość, że złamałam magiczną granicę to sporo z niej urwałam. Odwaliłam kawał dobrej roboty i byłam bardzo dumna. Szczęście i euforie przerwało zasłabnięcie... Ale to zupełnie inna historia.
Chciałabym podziękować przede wszystkim Łukaszowi, za plan, za treningi, za kierowanie mną, wsparcie i besztanie, kiedy zaszła potrzeba. Bez Niego nie udałoby się to, co się udało.
Podziękowania należą się również Frankowi, który przez swoją wrodzoną "szyderę" do mnie, motywował do działania. Podziękowania należą się również najbliższym, którzy dzielnie znosili moje fochy, dni bólu i to, że wszystko dostosowywałam pod trening.
Walka trwa.... Zobaczymy, co będzie za rok. :)
