KLUB BIEGACZA GRUPA MALBORK - "DOGONIĆ MARZENIA" - 4 OWM - WARSZAWA 24.04.2016

foto1
foto1
foto1
foto1
foto1

GRUPA MALBORK

KLUB BIEGACZA

Start w Maratonie był marzeniem, które od pewnego czasu przewijało się w głowie. To był cel, do którego uparcie dążyłam przez ostatnie pół roku. O marzenia trzeba walczyć. Trzeba widzieć szczyt, a za szczytem zaszczyt za zaszczytem i uparcie wierzyć w to, czego się pragnie.

Do Warszawy wybraliśmy pociągiem pendolino. Grupa zebrała się na dworcu i razem czekaliśmy na opóźniony pociąg. W wyśmienitych humorach dotarliśmy do stolicy i udaliśmy się na Stadion Narodowy odebrać pakiety startowe. Ogarnęła nas mania zakupów na targach. Każdy zaopatrzył się w pamiątkową koszulkę „OWM Want it more Warsaw” w jaskrawych kolorach.

Po zakupach obowiązkowe zdjęcia z numerami startowymi i posiłek na pasta party. W hotelu ustaliliśmy cała strategie na kolejny dzień. Uzgodniliśmy godzinę pobudki, zakup kawy na stacji benzynowej i menu na śniadanie. Oczywiście stan posiadanego stoperanu i żelów energetycznych również był ważnym punktem wieczoru. :)

 

 

Wstaliśmy o 5.30 a miałam wrażenie, że w ogóle nie spałam tej nocy. Wydaje mi się, że biegłam już przez sen. Śniadanie ledwo przeszło mi przez gardło. Stres był ogromny, mimo iż kanapki wg przepisu Franka były rewelacyjne (buła z serem i dżemem truskawkowym) to ciężko było coś przełknąć. Podróż tramwajem na Stadion Narodowy minęła mi z przerażeniem w oczach. Im bliżej stadionu tym było gorzej, czułam, co raz większy strach. Poranek należał do wyjątkowo zimnych. Depozyt zamykano o 8.10 więc od tej godziny oczekiwaliśmy już startu w krótkich spodenkach i koszulkach.

 

 

Pierwszy raz popłakałam się stojąc na starcie, gdy w powietrze wypuszczono balony w barwach biało- czerwonych a ze stadionu poleciał utwór Price’a „Purple rain”. Byłam taka dumna, że tam jestem, że bez względu czy się uda lub nie podjęłam ryzyko i walkę o swoje marzenia. Początkowe kilometry to czysta przyjemność. Zwiedzałam i oglądałam wszystko co było po drodze: Belweder, Ministerstwo Zdrowia , Łazienki Królewskie, Czekałam na ulicę Szucha na 10km, tak bardzo kojarzyła mi się przez nałogowe oglądanie serialu „Czasu Honoru” ze Żmijką. Przybijałam piątki wszystkim kibicom, którym mogłam. Pełna radość w każdej minucie. Muzyka niosła mnie z każdym kilometrem aż skończyło się miasto.

 

 

Pojawiły się pola i niesprzyjający wiatr. Tu zaczęła się walka. Do 34 km biegłam równo. Już w tym momencie pokonałam samą siebie. Przebiegłam ten odcinek lepiej niż na treningach. Po 35 km zaczęły dziać się dziwne rzeczy z moimi nogami. Skurcze, o którym nigdy nie miałam w sumie pojęcia, przestałam słyszeć muzykę w mp3. Chciałam pędzić dalej do przodu a całe ciało jak z betonu zaczęło zastygać. Nie mogłam złapać tempa i męczyłam się do 40 km. Później jakiś sympatyczny biegacz zmotywował mnie do wspólnego biegu do 41km. Poczułam, że kolana działają a widok stadionu dodał otuchy, że meta jest na wyciągniecie stopy. Łzy same zaczęły z emocji napływać do oczu. Biegacz poleciał szybciej przodem. Miałam ochotę się zatrzymać i rozpłakać, gdy poczułam na plecach rękę innego biegacza w niebieskiej koszulce. Powiedział „no dawaj teraz lecimy”. Nie mam pojęcia skąd pojawiła się znowu moc w nogach. Dobiegłam tak jak chciałam z rękoma uniesionymi w górze. Nie mogłam już opanować łez. To są emocje, które niby można opisać… jednak uważam, że nie ma słów by wyrazić to, co czuje się po magicznych 42 km 195m. To trzeba przeżyć. Trzeba walczyć o własne marzenia mimo wszystko.

 

 

Chciałabym tutaj podziękować tym, bez których to wszystko by się nie udało. Ogromne podziękowania dla Marka Mroza za cały plan treningowy i cierpliwość do mnie. Dla Macieja Franka Frankiewicza i Krzysia Wąsika za wspieranie w każdej chwili zwątpienia i dobre rady. Dla Anny Hiskiej za wspólne treningi w Trójmieście. Dla tych wszystkich, co wpierali i wierzyli…. Dla tych, którzy okazali się prawdziwymi przyjaciółmi na dobre i na złe. Dziękuję..!

 

Pliki Cookies

UWAGA! Nasz serwis używa cookies w celach statystycznych

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na ich zapisanie w pamięci urządzenia. Czytaj więcej…

Zrozumiałem