KLUB BIEGACZA GRUPA MALBORK - KRYSZTAŁOWA PERŁA JEZIORA NARIE - 05.07.2015

foto1
foto1
foto1
foto1
foto1

GRUPA MALBORK

KLUB BIEGACZA

Początek lipca wiąże się zawsze z kultowym wyjazdem do Kretowin. Impreza o wdzięcznej nazwie "Bieg o Kryształową Perłę Jeziora Narie" na dobre zagościła w kalendarzu biegowym Grupy Malbork. Ten wyjazd to nie tylko zawody sportowe, ale spotkanie integracyjne z wieloma ludźmi, z którymi tylko przelotnie widzimy się na imprezach biegowych. Kilka dni nad krystalicznie czystym jeziorem daleko od cywilizacji są doskonałym rozpoczęciem wakacji i letniego sezonu startowego. Kultowość "Narni" to nie tylko sielanka i ładowanie energii na plaży, to także wymagający siły i determinacji bieg na dystansie ponad 30 kilometrów w bardzo trudnym technicznie terenie. Pierwszy etap to pagórkowate 16 km asfaltu i "zemsta Teściowej" na deser, czyli blisko półkilometrowy podbieg o sporym nachyleniu... Drugi etap i kolejne utrudnienie to tzw "Patelnia", szutrowa wiejska droga bez żadnej osłony i cienia... Tylko Ty i palące słońce... A trzeba przyznać, że Kretowiny słyną z wysokich temperatur... Od 4 lat sprawdza sie ten sam schemat... Co najmniej 30 stopni Celsjusza to norma na tej trasie... Same zalety. Oprócz tych stałych niespodzianek można załapać się dodatkowe atrakcje takie jak przejazd wozu z gnojem, albo przemarsz bydła, zamknięte rogatki, bo akurat jedzie pociąg, strażaków polewających wodą prosto z wozu bojowego, spontaniczne punkty nawadniania z zimna woda ze studni i piwem... i wiele, wiele innych. Na mecie czekają piękne nagrody i mnóstwo arbuzów do zjedzenia....

A jak było w tym roku? Chcesz wiedzieć? ... kliknij WIĘCEJ ... :)

 

"Bogaczewska Sahara, izotoniki, podbieg o nazwie „zemsta teściowej” i same najgorsze rzeczy…"

Do kultowych Kretowin wybieraliśmy się już długo, praktycznie nie zastanawialiśmy się, czy w tym roku tam pojedziemy. To było bardziej pewne, niż upalna pogoda, która towarzyszy w pierwszy weekend lipca praktycznie zawsze. Nasze nastawienie było tym bardziej pozytywne, że wyjazd deklarowała większość ekipy GM sprawdzającej się wyśmienicie nie tylko, jako towarzysze biegu, ale i doskonałej rodzinnej atmosfery. Był to weekend gwarantujący odpoczynek od codziennych obowiązków, chociaż można tu mówić tylko i wyłącznie o bardzo aktywnym i wycieńczającym wypoczynku. Na miejsce przybyliśmy, jako pierwsi już w piątek, szybkie rozpakowanko, ogarnięcie miejsca zameldowania i wypad na spacerek nad wodę. A tam jak zwykle tłumy ludzi, zdaje się, że z roku na rok jest ich w Kretowinach coraz więcej. Wieczorek miło spędzony na ładowaniu organizmu węglem i uzupełnianiu niezbędnych w trakcie zawodów elektrolitów. Jak wielu wspomina trasa biegu jest bardzo wymagająca, liczne podbiegi i zróżnicowany teren, grząski piach wykańczający każdy staw i mięsień na odcinku końcowych 10 km. Nie było to jednak dla mnie przerażające, ponieważ startowałem tam drugi raz z rzędu, a prognoza pogody była taka, że nawet przy wbiegnięciu na metę, jako ostatni, można być dumnym z zaliczenia tych zawodów. Dzień rozpoczął się od porannej kawki i tostów z dżemem i serem spożytych w towarzystwie mojej szanownej małżonki i synka oraz Krzyśka Iwanka. O 7 rano nie było jeszcze tak upalnie, zwłaszcza w cieniu, jednak godzinę później, jak udaliśmy się po pakiety startowe czuć było tropiki. Pogoda odstraszyła jednak trochę biegaczy, ponieważ bieg ukończyło 250 osób, czyli o 23 mniej niż przed rokiem, a z reguły w ostatnich latach frekwencja wzrasta, chociaż statystyka to nie mój temat, nie znam się. Organizatorzy zapewnili kilka punktów odświeżania z wodą (podziękowania należą się też ludziom postronnym, którzy służyli swoją wodą ze szlaucha). Do tego były kosze, do których można było zapakować swój napój. Z reguły tego nie praktykuję, ale mimo cennej uwagi Rafała (nie pij izotoników przy takim upale, będziesz miał problemy żołądkowe), spakowałem swój izotonik do kosza przeznaczonego na 20 km biegu.

No i zaczęło się. Tempo spokojne, ruszyliśmy z Maćkiem Frankiewiczem i Krzyśkiem Barnasiem. Biegliśmy tak wspólnie do 17 km rozprawiając o różnych ciekawych rzeczach, nie męcząc się zbytnio przy tym. To wspaniale rokowało na poprawienie znacznie czasu sprzed roku. Kiedy zaczął się najtrudniejszy dla mnie odcinek trasy, Maciek odpuścił gonitwę i zostaliśmy z Krzyśkiem na polu bitwy. Na 20 km zabrałem ze sobą przygotowaną butlę izotonika i zacząłem sobie ją sączyć powolutku. Słońce przypiekało, chociaż mieszający powietrze wiaterek wspomagał trochę oddychanie. Trzymaliśmy równe tempo przeplatane co kilometr: to 5:05 min/km, to 5:15. Co chwilę hamowaliśmy się nawzajem, ponieważ zakładaliśmy od początku biec w granicach 5: 20, ale nauczony doświadczeniem z ubiegłego roku wiedziałem, że należy oszczędzać siły. Szło pięknie do 27 kilometra. Wtem odezwał się głos Salomona „mówiłem, żebyś nie pił izotonika, jak jest tak gorąco, bo cię skręci”. No i wywaliło mi wątrobę na drugą stronę. Nigdy nie czułem takiego bólu, kolka wątrobowa spowodowała to, że w jednej chwili musiałem stanąć na baczność. Parę głębszych oddechów, wsparcie Krzyśka i powoli ruszyłem dalej, chociaż 28 kilometr przetruchtałem w tempie 6:27 min/km. Byłem zdruzgotany, bo wiedziałem, że przewaga, jaką wyrobiłem sobie w stosunku do ubiegłego roku szybko mogła stopnieć. Do 30 km udało mi się w miarę opanować kolkę, ale nie trzymałem już dłużej Krzyśka, poszedł jak hart spuszczony ze smyczy. Na ostatnich dwóch kilometrach udało się zwiększyć tempo do 4:55 i 5:10. Widok mety i czekających na mecie kochającej żony i synka oraz reszty przyjaciół uśmierzył ból i starczyło nawet siły na 500 metrowy finisz w szybszym tempie. Udało się poprawić zeszłoroczny wynik o 35 sekund. Jestem bardzo zadowolony z wyniku i wdzięczny Kriskowi i Frankiemu za wspólne kilometry. Na drugi dzień świetna regeneracja kajaczkiem po jeziorze Narie i inne wspaniałe rzeczy, których oficjalnie opisywał nie będę :) Dziękuję też całej ekipie obecnej w Kretowinach, to był świetny czas, którego nigdy się nie zapomina. W przyszłym roku wracamy po jeszcze lepszy wynik, dobrą zabawę i kiełbasę mocy :)

Paweł "Szerszeń" Szymkowiak

 

"Bieg .... jak życie ..."

Bieg o Kryształową Perłę Jeziora Narie to impreza, której pomysł organizowania został przedstawiony i przyjęty do realizacji podczas spotkania dwóch dżentelmenów przy piwie. Przynajmniej tak głosi opowieść. Swoją drogą - zadziwiające, jak wiele ciekawych pomysłów naszej cywilizacji powstało w towarzystwie tego zacnego napoju o wysokim indeksie glikemicznym.. ;)

Pomysł mojego uczestnictwa w tym zbiorowym szaleństwie powstał również przy piwie, w lipcu 2014 roku, kiedy to przebywając z kompanią GM w Kretowinach podjąłem najczęściej rzucane na tej planecie wyzwanie pt. "coooo, nie dasz radyyy?" i następnego dnia stanąłem na starcie kompletnie nieprzygotowany kondycyjnie do zajęć, mając na koncie jeden jedyny dłuższy bieg treningowy na dystansie 17km.

Tym razem było nieco inaczej. Tzn. decyzja o uczestnictwie wyprzedziła pierwszą otwartą na miejscu puszkę piwa, a ja miałem już za sobą doświadczenia na szlakach niewiele tylko krótszych od tego, który wiedzie dookoła jeziora Narie. Plus plan, a w zasadzie założenie, że start ten będzie przebiegał w tempie treningowym, w ramach przygotowań do większego wyzwania. I to w zasadzie tyle, jeśli chodzi o różnice. Wszystko co dzieje się potem jest tu zawsze przygodą, której scenariusza nie sposób napisać przed jej zakończeniem, niezależnie od tego z jakim zamiarem wkracza się na linię startu.

Gdybym miał odnieść to co się dzieje po drugiej stronie linii startu do czegoś namacalnego dla wszystkich to powiedziałbym, iż przebiega się ten bieg tak, jak przechodzi się przez życie. Krętymi drogami, których nawierzchnia klei się do butów odbierając impet stawianym krokom, lub - wzniecając tumany pyłu - utrudnia złapanie tchu, każąc ciężko przeciskać się powietrzu i słowom przez gardło. I choć - jak w życiu - ścieżka zatacza koło i równa na końcu, to w trakcie ma się wrażenie, iż cały czas wiedzie pod górę. Nieskończenie pod górę, piętrząc na horyzoncie coraz to nowsze problemy i tylko chwilami serwując momenty wytchnienia. Słońce świeci zawsze w nieodpowiedniej chwili, a my w połowie drogi już nawet nie wiemy, z kim i z czym się ścigamy, bowiem ludzi dzieli coraz większy dystans a cele zmieniają się powoli z bardzo czasem ambitnych na te realne. I wszystkie te przeciwności pomagają przetrwać dwie rzeczy: wiara w siebie oraz wsparcie, które dostaje się od napotykanych po drodze osób w postaci czasem chwilowego tylko towarzystwa we wspólnym mozole, kubka wody czy też słów uznania i życzeń powodzenia oraz szczęśliwego dotarcia do celu. A na końcu tej drogi jest obietnica raju. Plaża, na której leniwie i beztrosko można odpocząć po długim znoju. Nie ma poczekalni. Każdy się zmieści.

Niektórzy mówią, że wysiłek włożony w pokonanie dystansu tego biegu jest w istocie wysiłkiem maratońskim skondensowanym na długości 32 km i min., dlatego tak niewielu śmiałków podejmuje wyzwanie. A tymczasem wszyscy przecież próbujemy tak i naszych pomysłów powstałych przy piwie, jak i samego życia.. ;)

Krzysztof Mróz

 

Oto wyniki naszych reprezentantów:

17 Ogólnopolski Bieg o Kryształową Perłę Jeziora Narie - 04-07-2015 - Kretowiny (Inny km)
LpImię i NazwiskoMiejsce w OpenCzas nettoMiejsce w kategorii
1Rafał Łakomy28/25002:31:17 14 (M30)
2Krzysztof Barnaś57/25002:44:26 25 (M30)
3Paweł Szymkowiak68/25002:46:09 31 (M30)
4Maciej Frankiewicz81/25002:48:53 35 (M30)
5Arek Dylert111/25002:57:46 49 (M30)
6Kamila Anaczkowska139/25003:06:37 10 (K0-35)
7Krzysztof Mróz183/25003:21:51 40 (M40)
8Krzysztof Iwanek208/25003:31:00 43 (M40)
9Barbara Sosna209/25003:31:01 16 (K0-35)

SERDECZNIE GRATULUJEMY

Pliki Cookies

UWAGA! Nasz serwis używa cookies w celach statystycznych

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na ich zapisanie w pamięci urządzenia. Czytaj więcej…

Zrozumiałem