Jesteś tutaj: AKTUALNOŚCI
REPORTAŻ
PAWEŁ SZYMKOWIAK
IV SZTUMSKI AQUATHLON - SZTUM - 30.07.2016
REPORTAŻ
PAWEŁ SZYMKOWIAK
IV SZTUMSKI AQUATHLON - SZTUM - 30.07.2016
Po ilości wpisów ktoś mógłby pomyśleć, że się obijamy. W końcu są wakacje. Ale nie ma wakacji od biegania! W sezonie letnim kalendarz imprez sportowych jest bardzo bogaty. A, że lato, to może warto by dorzucić coś do tego biegania? Zapraszamy do relacji jednego z naszych zawodników ze Sztumskiego Aquathlonu, który odbył się w sobotę 30 lipca.
O tych bardzo ciekawych zawodach dowiedziałem się już 2 lata temu, kiedy wystartowało w nich całkiem sporo naszych klubowiczów. 800 metrów pływania w jeziorze Sztumskim okraszone jednym około 4,7 kilometrowym kółeczkiem. Wydaje się do zrobienia, ale na tego typu zawody było mi jakoś nie po drodze. Niby od młodzieńczych lat się pływało, ba miałem nawet kartę pływacką, to w tego typu okołotriathlonowych imprezach zawsze wydawało mi się, że trzeba zasuwać kraulem, żeby nie być ostatni i żeby nie było „siary”. Oczy otworzyły mi się w maju podczas pływania na basenie, kiedy to na moim torze dwóch rosłych pływaków brodziło w wodzie wolniej kraulem niż ja klasyczną żabą. Wtedy pomyślałem sobie hmmm roweru nie lubię, ale chociaż to pływanie jakby z bieganiem połączyć. No i zapisałem się na Aquathlon Sztumski.
Historyczne opowiastki świadczyły o tym, że pogoda bardziej barowa tego dnia. No i faktycznie, jak tylko zameldowałem się w wodzie zaczęło padać. Ale co za różnica, przecież i tak mokro. Oby tylko nie wiało. Pomimo kiepskiej prognozy pogody deszcz ustąpił, na ostatnich metrach w wodzie nawet zaczęło być gorąco w czepek. 800 metrów – niby blisko, ale to jednak kawał drogi. Do zawodów podszedłem na świeżo – w tym roku pływałem raz w basenie i raz w Kretowinach podczas naszego tradycyjnego wypadu. Przed startem pomyślałem sobie, że nawet jak z pływania wyjdę ostatni to i tak na trasie nadrobię. Nic bardziej mylnego… Z wody wyszedłem gdzieś w drugiej połowie stawki (startowało 40 osób), może 25 - ty – 30 - ty. W strefie zmian jak przystało na totalnego żółtodzioba, zastałem zawiązane buty, które musiałem rozsupływać trzęsącymi się rękoma, w ogóle nie skorzystałem z izotonika, jaki sobie przygotowałem, ubierając koszulkę na mokry grzbiet poodrywały mi się agrafki z numeru startowego.

No ale po około 2 minutach motania wybiegłem żwawo na trasę wokół jeziora. Myślę sobie, teraz będzie ogień. A tu po pierwszym kilometrze pfffffffffff, powietrze zeszło jak z dziurawego materaca. Pierwszy kilometr 4:08, potem tylko wolniej i z czasem 19:17 doczłapałem się do mety. Faktycznie wyprzedzałem na trasie, chyba z 10 osób, ale gdyby inaczej to rozegrać taktycznie, końcowy rezultat na pewno byłby lepszy. Stwierdzam, że te 18-19 minut w wodzie tak samo wyciąga siły jak bieganie. Trzeba inaczej planować, rozkładać siły nie wobec 4,7 km biegania, ale w tym Aquathlonie pewnie jak na start na 10 km. Ten start pokazał mi dużo, zwłaszcza jak fajnie można bawić się jeszcze sportem. Nie tylko bieganie i bieganie, aż do znudzenia. Czasem trzeba wyjść poza ramy i spróbować coś dołożyć, dać coś więcej. Jak w życiu. A kto wie, może kiedyś i rower polubię?
- tekst: Paweł Szymkowiak-
- foto: Olga Szymkowiak -
| IV Sztumski Aquathlon - 02-08-2016 - Sztum (Inny km) |
||||
| Lp | Imię i Nazwisko | Miejsce w Open | Czas netto | Miejsce w kategorii |
| 1 | Paweł Szymkowiak | 18/40 | 00:37:04 | - |