Jesteś tutaj: AKTUALNOŚCI
REPORTAŻ
MACIEJ FRANKIEWICZ
IX PÓŁMARATON WARSZAWSKI
REPORTAŻ
MACIEJ FRANKIEWICZ
IX PÓŁMARATON WARSZAWSKISen o Warszawie...

Foto. Marek Mróz
... 9 Półmaraton Warszawski był moim ostatnim mocnym akcentem w zimowych przygotowaniach do II edycji Orlen Warshaw Marathon. Zaplanowałem sobie spokojne równe wybieganie z lekkim przyśpieszeniem pod koniec wyścigu na czas w zakresie 1:35-1:40h. Stając na starcie w swojej żółtej grupie nieopodal "baloników" z napisem 1:35 miałem lekkie obawy czy aby na pewno uda mi sie wykonać zamierzony plan ..... Po pierwsze było bardzo ciepło, organizm nie zaadoptował sie jeszcze do takich temperatur, obawiałem się przegrzania na trasie, po drugie noc była o godzinę krótsza .... zmiana czasu, a wesoła atmosfera w pokoju hostelowym z ekipą GM raczej nie zapowiadała wczesnego snu ... no właśnie, Sen, "Sen o ..."
... więc, cofnijmy się kilkanaście godzin wstecz......

....wyjazd zaplanowany był już wiele, wiele tygodni wcześniej, kultowy w sumie, bo od kilku lat odwiedzamy Warszawę wiosną, te wyjazdy zawsze długo pozostają mi w pamięci ze względu na klimat, jaki im towarzyszy, spotkania w gronie przyjaciół, nocne rozmowy, wspólna podróż, specyficzne "maratońskie" kolacje z wielką ilością węglowodanów wszelkiej postaci ... uczta dla ciała i ducha ...

... Wyprawę rozpoczęliśmy z samego rana, o 9 ruszyliśmy z Malborka, po drodze zajechaliśmy na śniadanie, raczej specyficzne... makaron, ryż, "zimny lech", kawa, kanapki wegetariańskie z żywiecką ... i wszystko w pięknych okolicznościach przydrożnej stacji paliw ... oczywiście na pamiątkę sesja foto w napotkanym nieopodal sprzęcie Ludowego Wojska Polskiego... BWP typu SCOT oraz T34 o wdzięcznym imieniu RUDY 102 .... Do stolicy dojechaliśmy bez problemu i od razu ruszyliśmy na expo na Stadionie Narodowym, odbiór pakietów startowych szybki, bez kolejek, dostaliśmy fajne worki, koszulki i kamizelki odblaskowe oraz mnóstwo makulatury reklamowej... na terenie Stadionu spotkaliśmy sporo znajomych, przyjechał Jacek Krawczyński z córką Tiną, "Kojot" z Patrycją i Przemkiem, dotarła do nas tez Wiola oraz Arek z Moniką, Krzyśkiem i Zenkiem ... w tym całym tłumie kręcącym sie po stadionie niespodziewanie spotkaliśmy Michała Błachuta z synem kamerzystą z TV Malbork... oczywiście zostaliśmy zaproszeni do udzielenia krótkiego wywiadu.. Kolega Marek Mróz nieprzygotowany i cyfrę 9 ciągle mylił z jakąś inną ... jednym słowem było WESOŁO ...

..z expo prosto do hostelu... i kolacja ... siedzieliśmy sobie w przestronnej kuchni zajadając własnoręcznie przygotowane potrawy, bo najlepsze jest sprawdzone jedzenie przed tak ważnym biegiem, przetestowany niejednokrotnie makaron w dwóch postaciach i niesamowicie pikantny ryż z kurczakiem a'la Matka Kwoka .. kawa, herbata i inne izotoniki .. miło było pogadać, powspominać z Wiolą i planować nowe wyprawy GM, wpadł z wizytą Paweł Mirek ... po kolacji razem ruszyliśmy na wieczorne zwiedzanie starówki..... ciepło było to i ludzi chmara wylazła na ulice... ruch jak na Marszałkowskiej normalnie ... stwierdzam że Warszawa nocą jednak piękna jest ....

... Wieczór to czas na wykonanie standardowych przedbiegowych czynności, a mianowicie... fachowe umieszczenie numeru startowego na koszulce lub pasie, przygotowanie posiłku na trasę, wszczepienie czipa oraz zapakowanie wszystkiego co będzie potrzebne rano tuz przed startem, wygłupy, joga oraz niesamowita historia o Szarmanckim Reniferze która już będzie nam towarzyszyć do samego końca wyjazdu ... Omówienie taktyki oraz ostatnie wytyczne i instrukcje dla debiutującej za kilka godzin Barbary... i posiłek kończący proces nawęglania organizmu ...
...przestawiamy zegarki o godzinę do przodu i w kimono ....

....sen.... ale tylko do 4 rano bo Marek poczuł atmosferę startową i rozpoczął już rozgrzewkę na korytarzu ....
... jeszcze chwilka snu ....
...moja ulubiona pora dnia to poranek, można już wyczuć tą atmosfera wielkiego święta, to kiełkujące delikatne napięcie przedstartowe, jeszcze tylko lekkie śniadanie, ostatnie sprawdzenie czy wszystko zostało zapakowane, przypięte i założone i ruszamy na start ... z hostelu droga bliska , szybciutko przez Most Poniatowskiego na Stadion Narodowy ... ludzie jak mrówki robotnice do wielkiego mrowiska, schodzą się ze wszystkich stron ... depozyt znajduje się we wnętrznościach tej wielkiej budowli...Prawą stroną przegrodzonej płotkiem drogi do depozytu wchodzą "cywile" w zwykłych szarych strojach...z lewej wybiega kolorowy, uśmiechnięty ocyfrowany tłum ... ciśnienie wzrasta.... jeszcze tylko sesja foto... krótki wywiad dla TV Malbork i ruszamy z Basią do swoich stref startowych ... dziewczyna ma dziś swój WIELKI DZIEŃ, debiut, na który pracowała ciężko przez całą zimę ...
...piątka, żółwik... ostatnie.. DASZ RADĘ !!! BĄDŹ DZIELNA!!!! i lecimy na start ...
... no właśnie sen... "SEN O WARSZAWIE" ... od kilku lat słysząc Czesława piosenkę o Warszawie mam już tylko przed oczami Most Poniatowskiego, kolorowy tłum, ręce w górze... endorfiny... czuję moc i siłę bo wiem że zaraz się zacznie ... droga w nieznane ....walka z własną słabością ... emocje i szczęście na mecie ...

...START...
...zasadniczo zaplanowałem ten bieg treningowo, mocny trening, pogoda komfortowa, bezwietrznie choć trochę przypiekało słońce, bałem się że nie uda mi się utrzymać tempa i przegrzeje "silnik", u nas chłodno tutaj ciepło, mały szok termiczny wisiał w powietrzu ... na szczęście myliłem się ... lubię biegać w chłodzie tak że ubrałem się odpowiednio, na letniaka oczywiście, na trasie moje współczucie kierowałem do ludzi którzy niestety nie dobrali stroju i w zimowych, czarnych ciuchach z czapką na głowie walczyli z upałem ... trasa delikatnie zmodyfikowana, puścili nas przy pałacu Kultury, Wisłostradą, ominęliśmy tym razem Cytadelę ale za to zwiedziliśmy Park Łazienkowski i słynny stromy podbieg na Agrykoli, wróciliśmy również do tunelu .... finisz jak zwykle na błoniach stadionu... biegło mi się lekko i czułem, że mogę przyspieszyć, hamowałem się delikatnie wiedząc, że cel główny to Maraton, a dziś jestem na treningu.... z dużym zapasem mocy wbiegłem na ostatni kilometr ciesząc się ze wspaniałego dopingu, kilka dłuższych sekund zawiesiłem oko na tańczących "czirliderkach" ... ostatnia prosta i meta .... czas brutto 1:36 z haczykiem .... netto 1:35:04 ... i ŻYCIÓWKA ...
... z radością odebrałem medal .... potem zgubiłem się w tłumie długo nie mogąc znaleźć żadnej znajomej twarzy.... przy wejściu do depozytu nieoczekiwanie z przodu śmignął mi rudy kitek w różowej czapce ... BAŚKA... ...powiem szczerze już dawno nie widziałem tak szczęśliwego człowieka, takiej emocjonalnej reakcji na ukończony bieg się nie spodziewałem, łzy szczęścia, wróć..potok łez szczęścia... dla takich chwil warto ponosić codzienny trud, warto męczyć się na trasie, to jest właśnie najpiękniejsze w tym sporcie, każdy daje z siebie wszystko, bo walczy z przeciwnikiem którego nie może oszukać .... Baśka jeszcze raz gratulacje, zasłużyłaś.. i wierz mi, niejednokrotnie będziesz tak płakać na mecie z radości ...

...dzień skończył się na trawie, totalny piknik z zupą pomidorową w ręku, wśród znajomych, bo w końcu wszyscy się odnaleźliśmy w tym tłumie, słońce, wiosna...przyroda budząca się do życia... dla takich chwil warto tułać się setki kilometrów .... no ale co dobre to i szybko się kończy ... jeszcze tylko kąpiel w hostelu i podróż do domu, kilka postojów po zaopatrzenie izotoniczne na stacji...Kolacja w świątyni tłuszczu, czyli dobre żarcie u wujka Maka od Donaldów .. .i dom ...
...za wspaniały wyjazd, za chwile spędzone chciałbym podziękować wszystkim współlokatorom z pokoju hostelowego nr 25 ... MATCE, RENIFEROWI i MARKOWI ..za doping na trasie pod Poniatowskim, za dobre słowo, za wsparcie i towarzystwo WIOLCE opiekunce naszej warszawskiej ... za moc i motywacje wszystkim z ekipy GM ... Arek czułem twój oddech na plecach ... szczególne podziękowania rodzince składam co w domu zostali i dzielnie wspierali mnie przed i w trakcie biegu, fotka motywująca "dajesz czadu" pierwsza klasa ... za dwa tygodnie II OWM ... Będzie się działo !!!
..a za rok ... za rok znów pośpiewamy razem "sen o warszawie"
..to mówiłem ja ... Franek ...