KLUB BIEGACZA GRUPA MALBORK - VI MARATON SIERPNIOWY

foto1
foto1
foto1
foto1
foto1

GRUPA MALBORK

KLUB BIEGACZA

  

Foto. Anna Frankiewicz

VI Maraton Sierpniowy im. Lecha Wałęsy - to jedno z największych w Polsce zawodów dla rolkarzy. W roku ub. impreza została wyróżniona przez Władze Miasta Gdańska, jako sportowe wydarzenie roku 2013. Co roku w zawodach bierze udział około 1000 zawodników z Polski i zagranicy. Tegoroczne zawody były również Mistrzostwami Polski we wrotkarstwie długodystansowym wszystkich kategorii wiekowych na dystansie maratonu i półmaratonu. Wzorem roku ubiegłego zorganizowano również dodatkowy wyścig na dystansie „Fitness” – 10 km Dystans fitness został stworzony dla tych, którzy chcą poczuć emocje towarzyszące zawodom, ale obawiają się większych dystansów oraz zawody dla dzieci. Zawody odbywały sie w na terenie PGE Arena oraz na wyłączonych z ruchu ulicach wokół stadionu.

Jazdę na rolkach traktuje, jako dodatkowy element treningu biegowego, raczej w formie rekreacyjnej aczkolwiek dosyć ważnej w związku z uprawiana druga dyscypliną w sezonie zimowym, czyli hokejem na lodzie. Od czasu do czasu zamieniam buty biegowe na buty z kółkami. Lubię tą prędkość i adrenalinę, jaka można uzyskać pędząc kilkadziesiąt km/h bez żadnych ochraniaczy... Niestety w Malborku nie ma dobrych i bezpiecznych tras treningowych, drogi, na których się poruszam są pełne samochodów i dziur w asfalcie, jedyna alternatywą są zawody.

W Maratonie Sierpniowym w Gdańsku startowałem już drugi raz, w ubiegłym roku traktowałem to, jako ciekawostkę w tym roku chciałem powalczyć. W tego rodzaju zawodach oprócz ogólnego przygotowania wytrzymałościowego potrzebny jest dobry sprzęt oraz odpowiednia technika jazdy. Niestety, ani jednego ani drugiego nie zabrałem ze sobą do Gdańska. Moje rolki raczej nie nadają sie do jazdy szybkiej, a tym bardziej do jady szybkiej na dystansie maratońskim. Patrząc na sprzęt zawodników z elity, "biegowe" porównanie byłoby takie "oni lecą w startówkach, ja w kozakach typu "Relaks". Moje rolki to dwa wielkie i ciężkie buciory podobne do narciarskich o bardzo małych kółkach i skrzypiących łożyskach....

Kwestia nr dwa, technika jazdy, zawodnicy uprawiający sporty wrotkarskie przemieszczają sie na trasie w tzw "pociągach" czyli wężykiem jeden za drugim, pomagają sobie ograniczając opory powietrza, pozycja takiego wrotkarza przypomina skoczka narciarskiego na rozbiegu... Tak zgięty w areodynamicznej pozycji porusza sie bardzo szybko nie tracąc zbytnio sił.

Franio podczas jazdy przypomina raczej na wpół zgiętego zbieracza porzeczek co 5 km robiącego wyprost bo zaczyna go łupać w krzyżu ... niestety brak treningów, brak techniki, brak sprzętu ... wyników nie ma ... plecy bolą , stopy poprzecierane do krwi, kolana i uda do wymiany ...  co pozostaje... ZABAWA ... no i ADRENALINA ... ta prędkość jak zjeżdżasz skulony jak mały pocisk z góry, z samego wierzchołka mając przed sobą jakieś 500 m prostej i wiesz że jak upadniesz to asfalt wyora ci skórę do samej kości i wiesz że jeden twój błąd i zalejesz sie krwią bo nie zabrałeś ze sobą ochraniaczy ... i tak 7 razy ...

Tegoroczne zawody zapamiętam jeszcze z innego powodu, pogoda, jaka powitała mnie w 3miescie była idealna do ścigania, chłodno trochę słońca, nie za dużo wiatru. Po godzinie 13 warunki zmieniły sie diametralnie, zerwał sie wiatr a słońce zakryły chmury, rozpoczęła sie ulewa, która z przerwami trwała do końca dnia. Mokra, niebezpieczna nawierzchnia ukróciła me zapędy na walkę, porywisty wiatr skutecznie wyhamował prędkości osiągane na poszczególnych pętlach. Na zakrętach trzeba było mocno pilnować przyczepności, ponieważ chwila nieuwagi i mokry asfalt powodował wywrotkę, często mijali mnie krwawi zawodnicy, którzy najwidoczniej za ostro szarżowali.  W z związku z niekorzystnymi warunkami zrezygnowałem również z pomiaru "Garminem" w obawie, że jak "zaliczę glebę" to drogocenny sprzęt będę musiał oddać na złom, w miejsce zegarka pojawiły się rękawice ochronne. Kolejne okrążenia liczyła mi Anka przy okazji robiąc zdjęcia. I tu w tym miejscu należą sie szczególne ukłony dla mojego dzielnego wsparcia technicznego, żony i syna, wiernych kibiców i pomocników. Na trasie niestety nie było zegara, który podawał czas na poszczególnych etapach tak wiec w "ciemno" ten wyścig trwał i trwał...

Do mety dojechałem z lekką zadyszką, olbrzymim bólem pleców i przetartymi do krwi stopami ( w butach narciarskich nie da sie jeździć po asfalcie)... Dostałem piękny medal i od razu wjechałem do strefy zawodników na odpoczynek i wafle... Na mecie czekał już Patryk i Anka... VI Maraton Sierpniowy przeszedł do historii... Za rok wracam policzyć sie ponownie z tą trasą... ALE poszukam chyba innego "obuwia" i trochę potrenuje przed startem...

...czas maratonu: 01.53.23,  112/188 OPEN...

 

PS.

W tym dniu na trasie 10 km o zadebiutował Patryk, był to jego pierwszy tak poważny start. Razem z innymi uczestnikami w kat. OPEN, a było ich około 150 ukończył zawody na 94 miejscu wyprzedzając wielu starszych od siebie zawodników. Czas przejazdu to równe 36 minut tak, że jak na debiut jest to czas wyśmienity.  Chłopak troszkę sie stresował przed startem, czego przejawem było absolutne milczenie, co w przypadku Patryka jest przecież nie lada wyczynem.... w dobrym zdrowiu i z uśmiechem na twarzy doleciał na metę, odebrał medal i z miejsca zajął sie pałaszowaniem wafelków przygotowanych przez organizatorów.... Gratulacje Synek ... :)

...Dziękuję bez odbioru...   Franek.       

Pliki Cookies

UWAGA! Nasz serwis używa cookies w celach statystycznych

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na ich zapisanie w pamięci urządzenia. Czytaj więcej…

Zrozumiałem