Jesteś tutaj: AKTUALNOŚCI
REPORTAŻ
MACIEJ FRANKIEWICZ
"BIEG SYLWESTROWY 2014 - MUMII SŁÓW KILKA"
REPORTAŻ
MACIEJ FRANKIEWICZ
"BIEG SYLWESTROWY 2014 - MUMII SŁÓW KILKA"
Słów kilka o Biegu Sylwestrowym z perspektywy Mumii, czyli subiektywny opis wydarzenia wg "Franka".
Ostatnia niedziela roku już od jakiegoś czasu w moim kalendarzu związana jest tylko z jednym wydarzeniem, Bieg Sylwestrowy. Impreza ta organizowana nieprzerwanie już od 7 lat przez nasz Klub stała się dla mnie w pewien sposób kultową.
Od samego początku sprawiała mi wiele radości. Zawsze tego dnia mogłem spotkać się ze znajomymi na wspólnym treningu, wypić szampana, złożyć życzenia, porozmawiać i powspominać cały rok. Pamiętam jak była nas tylko garstka. Dziś te spotkania rozwinęły się do całkiem sporej imprezy, gdzie już około setki biegaczy razem z Klubem świętuje zakończenie roku. Dodatkową atrakcją Biegu Sylwestrowego jest też ta odrobina szaleństwa w postaci karnawałowych strojów. Biegacze na ten jeden dzień zamieniają swoją naszpikowaną najnowszymi technologiami super-biegową odzież na niezwykle barwne i wymyślne stroje karnawałowe. Zauważyłem, że ten kolorowy tłum przemieszczający się przez miasto bardzo pozytywnie wpływa na przechodniów, którzy często robią z nami zdjęcia. Ludzie machają z uśmiechem za szyb przejeżdżających samochodów i autobusów. Nawet, jeśli na jakiś czas zablokujemy skrzyżowanie to kierowcy ze zrozumieniem czekają aż opuścimy jezdnię. Cieszy mnie, że z roku na rok jest coraz więcej "przebierańców", ludzi pozytywnie zakręconych, którzy z biegania czerpią radość i energię, ludzi uśmiechniętych i szczęśliwych.

Nie było by tego wszystkiego bez wcześniejszego planu, organizacji i wykonania w dniu imprezy. Machina ruszyła już na początku grudnia, najpierw powoli potem coraz sprawniej. Uzgodniliśmy wszystkie szczegóły, podział zadań i etapy, w jakich będziemy rozwijać nasz biegowo sylwestrowy projekt. Mimo corocznej świątecznej gorączki udało nam się "zapiąć" wszystko. Finał w dniu imprezy miał się odbyć bez żadnych niespodzianek.
No niestety, nie w moim przypadku, jak pech to pech. Umówiony na zbiórkę o 10.30 spakowany i przygotowany do wyjazdu na parkingu odkryłem, że akumulator w samochodzie "umarł" z powodu mrozu... "lekko" załamany wróciłem do domu. Z pomocą pośpieszyli sąsiedzi, Basia i Rafał... Sprawnie dowieźli wszystko na miejsce zbiórki. Z delikatnym poślizgiem dołączyłem do ekipy, która już powoli "ogarniała" na miejscu zaplecze. Flagi powiewały na wietrze, herbata czekała w termosie. Przed 12 miała pojawić się gorąca zupa przygotowana przez mamę Jacka. Ciasta pokrojone czekały na stole. Do omówienia zostały tylko drobne szczegóły związane z przebiegiem imprezy, np. ustalenie trybu działania kuchni, plan rozmieszczenia fotografów na trasie, przygotowanie biura zapisów "przebierańców" czy też ogólna ramówka oprawy dźwiękowej. Wszystko już działało na tip top. Chwilę po 11 zaczęli pojawiać się pierwsi goście.... Wbiłem się w bandaże i już, jako Mumia kontynuowałem zabawę.

Oficjalną część zaczęliśmy od powitalnej mowy prezesa Krzysztofa Barcikowskiego oraz odprawy, przedbiegowej. Następnie zziębniętych uczestników rozruszaliśmy rozgrzewką prowadzoną przez Anię Kosińską. W rytm muzyki wszyscy przećwiczyli układ przygotowany przez trenerkę fitness. Ja tam się trochę na początku pogubiłem w krokach, ale w końcu znalazłem rytm i razem z resztą ekipy dotrwałem do końca. Najważniejsze, że nie zaplątałem się w te wszystkie szmaty.

W międzyczasie zaczął prószyć śnieg. Powiem szczerze, że taka aura typowo zimowa o wielu lat nie gościła na naszym biegu, co roku było ciepło i deszczowo, mokro na dużym plusie. Dziś pogoda prawdziwie grudniowa ze śniegiem i mrozem. Super. Po rozgrzewce ruszyliśmy od razu na start i powoli rozpoczęliśmy bieg. W śnieżycy przemieściliśmy się w kierunku przystani przy zamku gdzie mieliśmy zrobić pierwszą grupową sesje foto, zrobiło się małe zamieszanie i w sumie nie zrobiliśmy tej fotki. Potem okazało się, że Prezes Krzysztof nie zauważył fotografa Rafała i dał zbyt szybko sygnał do kontynuowania biegu. Przy pomniku króla Jagiellończyka już nie było niespodzianek i wszyscy załapali się na piękne zdjęcie.

Kolejnym etapem podróży miał być oblot ulicą Kościuszki i al. Rodła. Wszyscy pobiegli, ja zostałem przechwycony przez rodzinkę z dzieciakami i jako żywy eksponat posłużyłem za tło do rodzinnej fotki. Fajna sprawa, na chwilę poczułem się jak gwiazda. Potem spotkałem znajomych, pogadaliśmy chwilkę, a gdy grupa biegaczy wyłoniła się z za rogu ruszyłem dalej w barwnym korowodzie. W międzyczasie udało mi się przestraszyć kilku przechodniów i pozdrowić dziesiątki kierowców, którzy wesoło odmachiwali mi ze swoich aut..
Bieg zakończyliśmy na terenie "Osiru" gdzie czekała już gorąca zupa, herbata ciasto i kawa. Cała grupa dobiegła szczęśliwie. Kilka osób zaliczyło glebę na lodzie, podobno nawet "superbohater Robin" fiknął koziołka na finiszu. Mimo zimna na "ośrodku" panowała gorąca atmosfera, gwar i ruch w altanie. Dziewczyny miały pełne ręce roboty na kuchni, bo spory tłumek zebrał się przy cieście i zupie, każdy dostał rozgrzewająca herbatę w jedną rękę a w drugą szampana. Na środku rozpaliliśmy ognisko w wielkim kotle, by wszyscy uczestnicy mogli sie wysuszyć i ogrzać podczas posiłku.

Kolejną atrakcją przygotowaną na ten dzień było losowanie upominków wśród wszystkich "przebierańców" biorących udział w Biegu Sylwestrowym. To było nasze podziękowanie za trud włożony w przygotowanie stroju. Z roku na rok takich wesołych ludzi przybywa, ich stroje są coraz ciekawsze. W loterii do wygrania były książki o tematyce biegowej oraz kubki i sznurówki. Oficjalną cześć imprezy zakończyliśmy pamiątkowym zdjęciem wszystkich uczestników Biegu Sylwestrowego. Dalsze celebrowanie, imprezowanie czy jak tam zwał przenieśliśmy do altanki gdzie siedząc przy rozgrzanym kotle najadłem się się wreszcie do syta zupy, popiłem herbatą i zagryzłem ciastem. Na spokojnie mogłem sobie pogadać z ludźmi o tym, co było i o tym, co będzie w przyszłym roku.

Mimo wszystkich przeciwności i czarnowidztwa niektórych, udało Nam się zorganizować kolejny fajny "event" biegowy. Udało się to dzięki pracy wielu osób, które poświeciły swój cenny czas na to by impreza wypaliła. Rozkręcamy się. Widać to, bo coraz więcej uczestników wymyśla świetne przebrania, ludzie bawią się w tym dniu wyśmienicie... z kliku, kilkunastu osób uczestniczących w latach ubiegłych zrobił się spory tłumek pozytywnie zakręconych biegaczy nie tylko z Malborka, ale i z sąsiednich miast, państw nawet (w tym roku mieliśmy pierwszych "zagranicznych przebierańców")... to dobry znak, dobry kierunek na przyszłość....

No, ale jak już wspomniałem, nic by się nie odbyło gdyby nie mrówcza praca, przed i w czasie imprezy.Z mojej strony szczególne podziękowania dla wszystkich dziewczyn za przygotowane ciasto (przepyszne), dodatkowo dla Anki i Basi za ogarniecie obowiązków na kuchni, dla Ali za biuro, dla Radka za herbatę i nagłośnienie, dla Jacka za załatwienie zupy, Bartka i Rafała za "fotostory" z biegu, dla Marka za super pomysł z kubkami, dla Agi za "wodzirejkę", dla Arka, Pawła i dwóch Krzysztofów za pomoc w logistyce, dla Przema za "przytarganie" ekipy z Grudziądza... (Jeśli kogoś pominąłem to wielkie sorki, starość nie radość, pamięć nie ta). Dziękuje wszystkim klubowiczom, którzy stawili się mimo mrozu i śniegu by pożegnać wspólnie rok, a kogo nie było niech żałuje. Imprezę zaliczam do jak najbardziej udanych, a do kolejnego biegu już tylko 360cośtam dni .... :)
Ekipo z GM... szykujcie się, przed nami nowe wyzwania, nowe zadania w 2015 roku.... ojjjjj Będzie się działo ... :)
- FRANEK -

PS. Fotografie wykorzystane w artykule są autorstwa Rafała "Fotografia Kreatywna" oraz Bartka "B-Art" - dobra robota Panowie :)
GALERIA fotograf Bartek Jeromin ----> KLIK :)
GALERIA fotograf Rafał Łakomy ----> KLIK :)
Tu mamy jeszcze krótki spot przygotowany przez TV Malbork na temat Biegu Sylwestrowego.