KLUB BIEGACZA GRUPA MALBORK - XV POZNAŃ MARATON

foto1
foto1
foto1
foto1
foto1

GRUPA MALBORK

KLUB BIEGACZA

...Polska Niemcy 2:0...

12 października 2014 r. w stolicy Wielkopolski odbył się jeden z najliczniej obsadzonych maratonów w Polsce. Uczestniczyła w nim spora grupa z naszego klubu, a część z nich postanowiła wybrać właśnie Poznań na miejsce swojego debiutu na tym królewskim dystansie. Był to wybór bardzo dobry, ponieważ zaplecze organizacyjne, jakim dysponuje to miasto w postaci Międzynarodowych Targów Poznańskich jest w stanie przyjąć niezliczoną grupę biegaczy z całego świata. Towarzyszące temu wydarzeniu targi sportowe, klimat, jaki tam panuje udzielał się już w przeddzień startu.

Na miejsce debiutu w maratonie wybrałem Poznań z kilku względów – ponieważ jest on zorganizowany wzorowo, miasto i trasa jest bardzo ciekawe, ale przede wszystkim dlatego, że pałam do tego miejsca ogromnym sentymentem. Moje przygotowania trwały nieco ponad 6 miesięcy. Starałem się przygotować do tego startu najlepiej, jak umiałem, również dzięki pomocy kilkoro naszych klubowiczów i dzięki mojej cierpliwej małżonce J Zrobiłem wszystko, aby bieg był dla mnie największą przyjemnością, a nie tylko walką z bólem, cierpieniem i długim, niekończącym się dystansem. Do Poznania wyruszyliśmy w sobotę rano, tak aby mieć jeszcze chwilę czasu na miejscu na lokalną aklimatyzację. Po krajoznawczej wycieczce po autostradzie A1 i centrum Grudziądza dotarliśmy na miejsce przed 15 i od razu udaliśmy się na targi poznańskie w celu odebrania pakietów startowych. Po odebraniu ładnych plecaczków, w których znajdowała się pamiątkowa koszulka, kilka standardowych ulotek i gadżetów, rozdzieliliśmy się do swoich miejsc noclegowych na zasłużony przedstartowy relaks przy meczu Polska – Niemcy (Krzysiek Iwanek zadeklarował, że jak wygramy, to atakuje czas 3:30 w jutrzejszym maratonie). W mojej głowie kłębiło się setki myśli dotyczących startu. Jestem dobrze przygotowany, ale czy dam radę? Przecież nie tacy jak ja odpadali w trakcie maratońskiej ściany itd. Jak zaczynałem przygotowania to zakładałem złamanie 4 godzin, ale w miarę postępów zweryfikowałem swoje założenie do 3 godzin i 45 minut. Postanowiłem, że będę się trzymał tego planu, zacznę spokojnym tempem 5:40 min/kilometr. Po słabo przespanej nocy nastała ta chwila, na którą czekałem wiele miesięcy i którą wyobrażałem sobie setki razy podczas treningów. Na starcie w swojej strefie „B” (było ich od AA do E) spotkałem Roberta. Pytanie jaki czas lecisz? Ja 3:45 a Ty? Ja 3:30. Chwila konsternacji i biegniemy razem, tak przez 35 km, tempo szybkie, za szybkie, założenia poszły w niwecz. 6 kilometr z wizytą na stadionie Lecha, wrażenie niesamowite, jak się przebiega przez murawę, środek areny, na której w 2012 r. występowała moja ulubiona reprezentacja Chorwacji. Od 10 km, który przebiegłem w 50 minut, stwierdziłem - raz się żyje, lecę na maxa. 30 km przebiegnięte w tempie poniżej 5 min/km, jakieś szaleństwo. Od czasu do czasu odzywa się Robert, albo ja – ale my zasuwamy, ale ogień, ale moc. Robert był przygotowany jeszcze lepiej niż ja, wybiegał co prawda tyle samo kilometrów, ale był zdany tylko na siebie biegając długie, mozolne treningi w Niemczech, gdzie pracuje. Na 35 km moje nogi stały się jak z drewna, ale wiedziałem już, że teraz jakbym przeszedł nawet w marsz to plan minimum 3:45 zostanie wykonany. Na 40 km złapał mnie skurcz, musiałem wyglądać komicznie, jak miałem ręce założone na biodra, jakbym tańczył krakowiaka. Było już z daleka widać znak targów poznańskich, w centrum których znajdowała się meta. Był to najdłużej trwający kilometr w moim życiu. Uczucie euforii przeradzało się w przerażające wołanie, że mam już dość. Wzdłuż całej trasy znajdowały się tysiące kibiców, którzy dopingowali głośno biegaczy, dawało to porządnego kopniaka w każdej chwili słabości i zwątpienia. Po dłuższej chwili meta, wspólne zdjęcie z kompanem, z którym przebiegłem większość tego dystansu, wzruszenie, odczucia nie do opisania. Chwilę potem powiedziałem, nigdy więcej, nikt mnie nie namówi na tak morderczy wysiłek, za co i po co? Dzień po maratonie już wiem, że to nie był mój ostatni maraton. Kolega, który dopiero zaczyna biegać zapytał mnie właśnie co trzeba zrobić, żeby przebiec maraton. Odpowiedź nie jest prosta, każdy jest inny, inaczej się motywuje do tego pięknego sportu. Zapytał też, co będę robił dalej? Czy to koniec pewnego etapu w moim życiu? Odpowiadam – to jest dopiero początek, jakże pięknego etapu i cudownej przygody. Pozdrawiam - Paweł Szymkowiak

Oto wyniki naszych maratończyków: Ryszard Osiński 3:04:50, miejsce 176, Robert Stolarów 3:32:36, miejsce 1067, debiut, Paweł Szymkowiak 3:34:29, miejsce 1147, debiut, Jacek Jakusik 3:47:45, miejsce 1982, Alicja Walendziak 3:54:14, miejsce 2502, debiut, Zenon Kaszubowski 4:00:57, miejsce 2815, Barbara Sosna 4:15:47, miejsce 3975, debiut, Krzysztof Iwanek 4:24:55, miejsce 4412, Radosław Meryk 4:24:06, miejsce 4439, Bieg ukończyło 6315 osób.

Pliki Cookies

UWAGA! Nasz serwis używa cookies w celach statystycznych

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na ich zapisanie w pamięci urządzenia. Czytaj więcej…

Zrozumiałem